9 paź 2015

Rozdział 1

Przeraźliwy dźwięk budzika ogarnął cały mój pokój. Skrzywiłem się, po czym uderzyłem dłonią w brzęczący, mały zegar na mojej szafce nocnej.
Przeciągnąłem się ziewając, a następnie wstałem z łóżka. Podrapałem się po klatce piersiowej, kierując się do łazienki. Spojrzałem w lustro i westchnąłem ciężko na myśl, że za pół godziny mam już pierwszą parę do obsłużenia. Tak, do obsłużenia. Moją pracę nazywam jak każdą inną. Klienci wchodzą, wypełniają papierki-za które płacą mi niemałe pieniądze-i wychodzą. Przynajmniej wygląda to tak z mojego punktu widzenia.
Większość moich klientów to ludzie różniącej się od siebie narodowości, czasem pary homoseksualne, a zdarzają się nawet tacy, którzy twierdzą, że chcą to zrobić z czystej miłości. Jednak nie o to tutaj chodzi.
Jestem Justin Bieber, mam dwadzieścia jeden lat i udzielam nielegalnych ślubów. Tutaj, nie liczą się szczegóły, przeróżne ankiety potwierdzające, że para ludzi na pewno chce się ze sobą związać do śmierci. Płacisz – zdobywasz papierki, proste.

Wziąłem prysznic i ułożyłem moje włosy do perfekcji. Ubrałem jeansy i białą koszulę rozpinając ją u góry, by wytatuowany krzyż na mojej klatce piersiowej był dobrze widoczny. Nie miałem zamiaru siedzieć cały dzień w moim biurze pod krawatem, w idealnie uszytym garniturze jak ta banda frajerów harujących w korporacji. Ważne było, abym wyglądał po prostu dobrze i wiarygodnie.

Kiedy zrobiłem już wszystkie poranne czynności jak zjedzenie śniadania, czy pościelenie łóżka-tak, mam ten nawyk-wyszedłem z domu. Wskoczyłem w moje sportowe cudo, którym po chwili wyjechałem na ulice Los Angeles. Wyjąłem paczkę papierosów ze schowka i włożyłem jednego między wargi. Przytrzymując kierownicę łokciem, podpaliłem fajkę, wypuszczając dym przez uchylone okno. Rozkoszując się papierosem i widokiem miasta aniołów, dojechałem na miejsce w około pół godziny. Był to mały, szary budynek, który wyglądał cholernie niewinnie. Nikt nie pomyślałby ile pieniędzy przynosi mi to biuro. Wysiadłem z samochodu i zabrałem moją teczkę, która spoczywała na tylnim siedzeniu. Z delikatnym uśmiechem na twarzy wszedłem do środka i od razu zasiadłem na moim królewskim, obrotowym fotelu. Czekało mnie dziś dużo pracy, ponieważ cały dzisiejszy dzień w kalendarzu zapisany był w przeróżnych nazwiskach. Wiecie, dużo pracy – dużo pieniędzy. Dużo pieniędzy – szczęśliwy Bieber.

Po chwili do mojego miejsca pracy weszli pierwsi, umówieni klienci. Przywitałem ich ciepło, a mianowicie obdarowując ich twardymi krzesłami i wymuszonym uśmiechem.
Była to staruszka, trzymająca kurczowo torebkę w trzęsących się, pomarszczonych dłoniach, z młodym mężczyzną u boku. Opalona skóra, tatuaże i guma w jego gębie, którą przeżuwał jak krowa trawę na pastwisku, nic specjalnego. Często kobiety w podeszłym wieku decydują się naśladować Madonnę i znajdywać sobie chłopców, którzy mogliby być ich dziećmi, a nawet wnukami. Jednak przez takich ludzi kręci się mój biznes.

-Witam!- krzyknąłem wesoło, przez co zapewnie wyglądałem jak debil. –Domyślam się co państwa do mnie sprowadza, jednak czy mają państwo do mnie jakieś pytania lub prośby zanim zawrzecie związek małżeński? – odmówiłem moją standardową śpiewkę i złączyłem moje dłonie, przypatrując się „zakochanym”.

Minęło trochę czasu zanim doszliśmy do wypełniania papierów. Starsza kobieta miała do mnie masę pytań zaczynając od tego jak będzie wyglądał cały proces zawierania związku małżeńskiego nielegalnie, kończąc na tym czy sam mam żonę. Nie, nie mam i szczerze mówiąc nie chcę myśleć o kobietach w moim życiu. Zawsze będą przewijały się przez moje łóżko i mieszkanie, ale czy chciałbym mieć kobietę na stałe? Nie wiem, czas pokaże.

-Proszę podpisać tutaj, tutaj i tutaj- wskazałem wykropkowane punkty na dokumentach, które im po chwili wręczyłem. Zadali przy tym parę pytań dotyczących wiarogodności ich aktu małżeńskiego. Zapewniłem, że wszystko wygląda jak prawdziwe. Pieczątki i wszystkie podpisy są idealnie dopracowane, a papiery aktualizowane razem ze zmianą przepisów lub innych gówien. Firma trzyma się już kilka lat, a ludzie się nie skarżą. Oznacza to, że jestem naprawdę dobry w tym co robię.

Kiedy „szczęśliwa” para młoda opuściła moje biuro, zaraz nadeszła nowa fala klientów. Kiedy jedni wychodzili, wchodzili drudzy. Moja teczka co chwile była w ruchu, bym mógł wyjąć z niej kolejne akta i pieczątki, a powtarzałem te czynności aż do wieczora, kiedy ruch odrobinę ucichł.
Spojrzałem na mój nadgarstek, na którym spoczywał zegarek Vacheron Constantin, za kilkadziesiąt tysięcy. Dwie złote strzałki wskazywały godzinę szóstą trzydzieści po południu, więc za pół godziny miałem zamknąć biznes.

Upiłem kolejny łyk mojej czarnej kawy czekając na wymarzoną godzinę zamknięcia. Postanowiłem, że pogram w jakieś gry dla pięciolatków, które były od zawsze na moim laptopie. Klikanie co chwilę klawiszem w prawo, w lewo, spacją i w dół mi się po chwili znudziło, a czas dłużył się jak nigdy dotąd.
Odstawiłem pusty kubek na biurko, kiedy dzwonek służbowego telefonu rozdzwonił się na całe biuro. Podniosłem telefon i przesunąłem palcem po zielonej słuchawce.
-Tak, słucham? – odezwałem się pierwszy.
-Witam, za godzinę przyjadę z moją dziewczyną. Płacę podwójnie za przyjęcie nas po zamknięciu, pasuje?
Zagryzłem odruchowo moją wargę, przeliczając pieniądze, które ma mi do zaoferowania mężczyzna. Oblizałem usta i pokiwałem głową, chociaż nie mógł tego zobaczyć.
-Zapraszam.
Rozłączył się.

Czekałem, stukając nerwowo palcami o biurko. Co chwile spoglądałem na zegarek, oczekując ostatniej pary. Cholernie zaintrygowała mnie tożsamość dzwoniącego. Nie powiedział o sobie nic, nawet nie podał nazwiska, a zdecydowanie w jego głosie mogło tylko świadczyć, że to nie jest „taki sobie” klient. Od razu rozpoznajesz takich ludzi. Zawziętych i konkretnych.

Kiedy wskazówki zegara oznajmiły, że jest dokładnie umówiona godzina przez mężczyzn, w tym samym czasie do biura weszła dziewczyna. Średniego wzrostu, z ładną figurą. Czarne, długie włosy opadały po jej ramionach ciągnąc się prawie do pasa. Ciemne oczy wpatrywały się we mnie spod kaptura ciemnego ubrania. Patrzyłem się na nią jeszcze kilka chwil, kiedy oderwał mnie z zamyśleń jej głos.
-Mój chłopak do pana dzwonił-wymruczała i podeszła bliżej biurka.
-Zgadza się- przytaknąłem. Weszła tu sama, więc gdzie jest mój „zleceniodawca”? –Ale wiesz, że nie możesz wyjść za mąż sama za siebie, prawda?- zachichotałem, ale jej to nie rozśmieszyło. Zrzuciła z głowy kaptur i przeczesała dłonią włosy. Mruknęła coś pod nosem, po czym wzięła głęboki wdech.
-O..On-zaczęła się jąkać-On zaraz przyjdzie.
-Słuchaj, miał być teraz. Jeśli mu tak bardzo zależy to nie powinien się spóźniać. Czekam jeszcze dwie minuty i zamykam biuro. – Wzruszyłem ramionami. Nie ja ponoszę odpowiedzialność za jej chłopaka, który nie może zebrać tyłka na czas.
-A gdzie pan potem jedzie?- zapytała, jakby pytała tak kogoś każdego, kogo spotka na ulicy. 
-Co?
Uniosłem brwi, a ona nieśmiało spuściła wzrok.
-Mam interes do pana.
Westchnąłem.
-Cóż, zamieniam się w słuch.
-Gdziekolwiek pan jedzie, proszę mnie zabrać ze sobą. Zapłacę, obiecuję, że dużo zapłacę- spokojny ton głosu zaraz zastąpiła desperacja. Wpatrywała mi się prosto w oczy. Wtedy dokładnie mogłem jej się przyjrzeć. Pełne usta, idealny nos i kości policzkowe, ciemne, brązowe oczy, które były odrobinę zaczerwienione. Pod nimi malowały się ciemne przebarwienia. Była zmęczona. Kompletnie nie miałem pojęcia czym i nie do końca byłem chętny, aby się tego dowiedzieć.

Po chwili odsłoniła rękaw bluzy. Rozszerzyły mi się oczy, kiedy na jej nadgarstku spoczywał wcale nietani zegarek. Ale nie pasował do jej stroju. Ubrania, które nosiła były zniszczonym dresem, a małe, srebrne urządzenie na jej ręku to nie zabawka, którą pierwsza lepsza osoba może mieć w posiadaniu. Czy ktoś może mi wyjaśnić o co chodzi w tej chorej układance? 
Spojrzała na wskazówki i przygryzła nerwowo wargę, po czym przerzuciła wzrok na mnie.
-Mój chłopak będzie tutaj za sześć minut i ani mi się śni, żeby za niego wychodzić- westchnęła i znów spojrzała mi w oczy. Cholera, ma coś w nich hipnotyzującego.

Nie zauważyłem kiedy zdjęła zegarek z nadgarstka. Położyła go przede mną i zaczęła rozmasowywać rękę.
-To zaliczka- oznajmiła. – Jest wart kilka tysięcy, może trochę więcej.
-Czy naprawdę pani chce…
Przerwała mi.
-Proszę, gdziekolwiek, nie znam tego miasta- tym razem zniżyła głos do szeptu. Jej dolna warga drżała, a kąciki oczu z coraz większą trudnością powstrzymywały napływające łzy.
Ostatni raz na nią spojrzałem, następnie zerknąłem na zegarek, który mi ofiarowała. Wziąłem go w dłonie, sprawdzając wszystkie wygrawerowane słowa, znaki i daty. Był oryginalny.
-Naprawdę tego chcesz?
Pokiwała energicznie głową, a długie, falowane włosy zaczęły przyklejać się do jej mokrej od łez twarzy. Pokręciłem z niedowierzaniem głową, głośno wzdychając. Wziąłem w dłoń teczkę, oraz kluczyki od samochodu. Podniosłem się z miejsca i zacząłem kierować się do wyjścia.
Spojrzałem na nią przez ramię, a z moich ust wyleciał ciężki oddech.

-Chodź za mną.


___
Zaczynamy wspólne fanfiction, TROUBLE!
Piszą go: Autorka NO CONTROL i Escape for love 
Swoje opinie wyrażajcie w komentarzu i polecajcie innym. :) 

8 komentarzy:

  1. JA NIE WKEM JAK ZAWSZE KIGWA ZAJEBJSCJE

    OdpowiedzUsuń
  2. O KURWA JESTEM TAKA CIEKAWA NOWTCH ROZDZIALOW @CARNALMENTE

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapowiada się ciekawie ;)
    Czekam.na.kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdział! Chce już kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeju zapowiada się świetnie *-* Już nie mogę się doczekaç następnego rodziału :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Awww to na seril wciąga └(^o^)┘♥♡

    OdpowiedzUsuń